środa, 18 marca 2015

Wolontariat "Pedro's Cup"

Oj, długo mnie tutaj nie było! Ale uwierzcie, ten czas nie poszedł na marne - wręcz przeciwnie! Dowodem na to jest dzisiejszy post, który, mam nadzieję, przekona Was do tego, że wolontariat nie musi kojarzyć się tylko z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy czy pomaganiu dzieciom.

"Pedro's Cup" - zapewne w lutym te słowa obiły się Wam o uszy nieraz, szczególnie tym, którzy mieszkają w Łodzi lub okolicach. O co tyle szumu? Międzynarodowy mityng lekkoatletyczny, który fanom lekkiej atletyki kojarzy się z Bydgoszczą (wszystkie halowe edycje odbywały się w tamtejszej Łuczniczce), zawitał do łódzkiej Atlas Areny, gdzie będzie gościć do 2017 roku. Szum medialny wokół "Pedrosa" miał wzbudzić większe niż dotychczas zainteresowanie imprezą. 

O tym, że mityng odbędzie się w Łodzi, dowiedziałam się z plakatu w jednym z łódzkich autobusów. Po powrocie do domu od razu zaczęłam szukać informacji o możliwości zakupu biletów. Na oficjalnej stronie "Pedrosa" moją uwagę przykuła jednak rubryka o wolontariacie. Pomyślałam "Dlaczego nie? Pewnie to będzie fajna przygoda" i czym prędzej wysłałam formularz. Ostatecznie zostałam przydzielona do działu "Hotel". Na czym polegała moja praca?

poniedziałek, 16 lutego
Godzina 8 rano. Przybyłam do łódzkiego Novotelu. Nie bardzo wiedziałam, co robić. Podeszłam do recepcjonisty, który wskazał moje stanowisko pracy - stolik przy ściance "Pedro's Cup". Po kilku minutach przyszła Ola - była tu dzień wcześniej, więc wiedziała z czym to się je i nieco rozjaśniła mi, jak będzie wyglądać praca. Sprzątnęłyśmy pudełka, które zastawiały nasz kącik. W pudełkach koszulki "Pedrosa", identyfikatory, długopisy, smycze, artykuły biurowe, mnóstwo papierów. Od 9 wzięłyśmy się za przygotowywanie kopert dla zawodników - w każdym zestawie znajdowała się przepustka dla zawodnika, numer startowy, agrafki i informator zawodów. Praca żmudna i mało ciekawa, przyznaję. Po jakimś czasie pojawił się pierwszy problem - do naszego stolika podszedł wysoki czarnoskóry mężczyzna, który poprosił o wodę. Wody brak. Trudno było wytłumaczyć mu, że to nie nasza wina. W końcu bezradnie machnął ręką i poszedł, a my dalej pochłonęłyśmy się w pakowaniu kopert. Atmosferę rozluźnił przesympatyczny Kim Collins - sprinter z St. Kitts & Nevis, brązowy medalista MŚ 2011 w Daegu, zapewne dobrze znany fanom lekkiej atletyki. 
- Kim, mógłbyś mi się podpisać na koszulce?
Kim drapie się po głowie z cwanym uśmieszkiem na twarzy. 
- Ale najpierw 100 złotych poproszę. - odpowiedział, po czym pozostawił na białym t-shircie "Pedrosa" swój podpis.
Co jakiś czas byłyśmy odwiedzane przez kolejnych sportowców - a to ktoś zapisał się na masaż, a to zapytał się o której godzinie będzie transport na trening do Atlas Areny, a to prosił o wodę, której wciąż nie było. My, niedoinformowane, musiałyśmy zachować stoicki spokój i czekać. Na szczęście, po jakimś czasie przyjechała do nas jedna z koordynatorek wolontariatu, Ola, która złagodziła sytuację. A i woda w końcu dotarła do hotelu :) Korzystając z okazji, kiedy rozmawiała z obiektem moich "polowań" - Konstantinosem Filippidisem, halowym mistrzem świata w skoku o tyczce z ubiegłego roku - pozwoliłam sobie na urocze zdjątko z idolem i oczywiście autograf. Moja zmiana skończyła się o godzinie 12, ale postanowiłam zostać jeszcze chwilę w Novotelu. I słusznie, jak się później okazało. Dziewczyny z drugiej zmiany miały problem z porozumieniem się z reprezentantami Ukrainy, którzy dopiero co przybyli do hotelu. Wtedy miałam małe pole do popisu :) Po rosyjsku o wiele lżej jest mi się dogadać niż po angielsku, przyznaję się bez bicia. Kiedy nasi uroczy wschodni sąsiedzi rozeszli się do swoich pokojów, ja opuściłam Novotel z myślą, że nie mogę się doczekać jutrzejszego dnia. 

wtorek, 17 lutego 
Ponownie 8 rano. Tym razem wiedziałam już, co mam zrobić. Od razu zabrałam się za sprzątnięcie pudełek i przygotowywanie kolejnych kopert. W porównaniu do poniedziałku, tego dnia wokół naszego stolika był większy ruch - w końcu o godzinie 18 rozpoczynały się zawody. Sześć godzin minęło jak z bicza strzelił. Niezapomniana chwila? Spotkanie oko w oko z Tomaszem Majewskim. Wysooooooki. Zapomniałam języka w gębie. Tak to jest, kiedy spotyka się idola, którego do tej pory można było podziwiać jedynie w telewizji. O godzinie 15 razem z Olą zapakowałyśmy się do autokaru, który przewoził zawodników z Novotelu do Atlas Areny. Na miejscu wielkie oczekiwanie na rozpoczęcie zmagań. Współczuję do tej pory wolontariuszom odpowiedzialnym za zabieranie z bieżni koszyków z rzeczami sprinterów - wszyscy musieli chodzić równiutko, jak w wojsku, w tym samym czasie kucać i podnosić się. Szacun! My z Olą mogłyśmy sobie spokojnie oglądać zawody, podczas gdy oni stresowali się niemiłosiernie, ponieważ byli uchwyceni przez kamerę. Wielkie wrażenie zrobiła na mnie ceremonia rozpoczęcia, której przewodził prezydent Bronisław Komorowski. Niesamowite efekty pirotechniczne i wybuchający ogień - coś pięknego! Gwóźdź programu, czyli rywalizacja, to mówiąc krótko niezapomniane emocje, których nigdy wcześniej nie doświadczyłam. Nie wiadomo było, gdzie się patrzeć - sprint płaski czy przez płotki? skoki wzwyż czy o tyczce? pchnięcie kulą? Uwierzcie, w takich chwilach kibicuje się wszystkim uczestnikom, nie tylko Polakom. Szkoda tylko, że trwało to tak krótko! Po zakończeniu "Pedro's Cup" czułam w sercu pewną pustkę. I żal, że to już koniec. Nie... To jeszcze nie był koniec! Wychodząc z hali, zauważyłam znajomą postać. Szturchnęłam go w ramię. 
- Kim!
- O matko, wystraszyłaś mnie!
- Gratuluję pobicia rekordu życiowego. (ku wyjaśnieniu - dotychczasowy rekord Kima Collinsa na 60 m wynosił 6.48 i taka też liczba widniała na mojej koszulce. W Atlas Arenie Kim poprawił wynik o 0,01 sekundy). 
- Dzięki wielkie! Za rok poprawię autograf na twojej koszulce. - zaśmiał się, po czym ochroniarz "zgarnął" go na konferencję prasową.

Pytanie - czy było warto?

Plusy:
+ możliwość spotkania się i porozmawiania z gwiazdami światowej lekkiej atletyki 
+ możliwość sprawdzenia własnych umiejętności językowych 
+ możliwość przyglądania się zmaganiom lekkoatletów z bliska 
+ nowe znajomości 
+ luźna atmosfera
+ niezapomniana przygoda, która zostaje w pamięci na długo

Minusy:
- w wielu przypadkach niedoinformowanie wolontariuszy 
- skończyło się zdecydowanie za szybko! :)

Wymagania:
• znajomość języka angielskiego na poziomie min. średnim 
• umiejętność odpowiedniej organizacji swojej pracy
• wewnętrzny spokój i panowanie nad własnymi emocjami
• odwaga - w końcu, kiedy podchodzi do Ciebie Twój idol, nie możesz zapomnieć języka w gębie :)


Wniosek z tego prosty - oczywiście, że było warto!

Mam nadzieję, że za rok ponownie będę mogła dołączyć do grupy wolontariuszy "Pedro's Cup"! Czegoś podobnego nigdy wcześniej nie przeżyłam. Spełniło się moje marzenie - być w centrum wielkiego wydarzenia sportowego. Z łezką w oku oglądam zdjęcia, patrzę na moją koszulkę z autografami i wspominam, jak cudowne dwa dni mogłam przeżyć dzięki wolontariatowi "Pedro's Cup". Jeżeli ktoś z Was jest fanem lekkiej atletyki (ale i nie tylko) i chciałby doświadczyć czegoś podobnego, gorąco zachęcam do zgłoszenia się za rok, kiedy to mityng powróci do łódzkiej Atlas Areny.

zdjęcia pochodzą z mojego Instagrama

10 komentarzy:

  1. Też bym chciała uczestniczyć w takim wolontariacie ;* Jesteś bardzo ładna :]

    Zapraszam: http://wikis-life.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajnie piszesz :) Ja uwielbiam lekkoatletykę, rok temu byłam na Pendro, bo odbywało się w moim mieście. Było świetnie, dlatego nie dziwię się że Tobie też się bardzo podobało :D
    Pozdrawiam xx
    atramkablog.blogspot.com <-----<< Miło mi będzie, jeśli wpadniesz ☺

    OdpowiedzUsuń
  3. Łał zazdroszczę :) śledziłam to wydarzenie, bardzo lubię lekkoatletykę :)
    Wiem jakie to ważne i jaka wspaniała pamiątka bo sama uczestniczyłam w czymś podobnym na Mistrzostwach Świata w siatkówce w moim mieście.
    Ciekawy blog :)
    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja niestety nie mam czasu na wolontariat, aa bardzo bym chciała :(

    http://moooneykills.blogspot.com/2015/03/red-rose.html

    OdpowiedzUsuń
  5. oj tak, warto jest się udzielać i robić coś dla innych :) wolontariat to świetna rzecz :) a jeszcze przy takim evencie to już w ogóle ! :)

    pozdrawiam, www.tangledstories314.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Jejku- sama chciałabym zaangażować się w taki wolontariat. Te minusy to nic w porównaniu do plusów :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale super, też chciałabym uczestniczyć w takim wolontariacie :)

    Pozdrawiam!

    ♡ ✿ JULIA BLOG – NOWY POST KLIK ✿ ♡

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja zawsze tez chciałam uczestniczyć w wolontariacie ale nigdy na to nie mam czasu :( a szkoda bo widze ze to fajna sprawa. :/

    http://moooneykills.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny ten wolontariat, też bym chciała :O

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo fajny post :) Fajny pomysł z tym wolontariatem :)

    lifeee-is-beautiful.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

1. Dziękuję za komentarz! W ten sposób motywujesz mnie do dalszego blogowania, a każda motywacja jest na wagę złota!
2. Jeżeli zostawisz link do swojego bloga - możesz mieć pewność, że na niego zajrzę, a jeśli mi się podoba, to skomentuję.
3. Do reklamowania bloga stworzyłam specjalną zakładkę - "Spam".