wtorek, 30 czerwca 2015

Jak ten rok szybko zleciał...

W końcu wakacje! Zasłużony odpoczynek był tym, o czym marzyłam przez ostatni miesiąc. Krótko? Może i tak, ale byłam tak pochłonięta pracą, że chciałam się skupić na tym, co dla mnie ważne. A kiedy już wszystko miałam za sobą, pozostawało tylko z niecierpliwością czekać do 26 czerwca, odebrać świadectwo i wrócić do domu :)

Jako, że był to dla mnie najtrudniejszy dotychczas rok szkolny, postanowiłam zebrać w jednym poście to, co udało mi się osiągnąć i zrealizować w ciągu ostatnich 10 miesięcy. Aż wierzyć się nie chce, że dałam radę ogarnąć tak wiele spraw, mimo licznych przeciwności i problemów ze zdrowiem. I to z całkiem niezłym rezultatem końcowym :) Zresztą, sami zobaczcie. 


kolejność chronologiczna
 Przeprowadzka do Łodzi
Wraz ze zmianą szkoły, byłam zmuszona zmienić także tymczasowe miejsce zamieszkania. Wybrałam Bursę Katolicką Sióstr Bożego Miłosierdzia im. św. s. Faustyny przy ulicy Wici. I to wcale nie ze względu na to, że jestem zagorzałą aż do przesady katoliczką. To, co podoba mi się w tej bursie to mała ilość mieszkanek (w minionym roku szkolnym było nas nieco ponad 40 dziewcząt), niskie opłaty (320 zł razem z wyżywieniem) oraz super atmosfera, o którą dbały cudowne wychowawczynie. Chyba w żadnej innej bursie w Łodzi wychowanki bursy nie dostają prezentów na Boże Narodzenie czy urodziny (a na osiemnastkę nawet mały tort!). Chyba w żadnej innej bursie w Łodzi nie ma prywatnej siłowni czy darmowych zajęć z fitnessu. Chyba w żadnej innej bursie w Łodzi nie ma tak pysznego jedzenia (prym wiedzie domowa pizza - pychota!). Chyba żadna inna bursa w Łodzi nie zafunduje Wam wypadu do Teatru Wielkiego czy Wrocławia. Chyba w żadnej innej bursie w Łodzi wychowawczynie nie troszczą się o mieszkanki jak o własne dzieci i  nie ma w tym ani krzty przesady! Nie przeszkadza mi to, że do szkoły muszę dojeżdżać na drugi koniec miasta. Zostaję tu i już! 



 Nowa szkoła, nowe środowisko, nowi znajomi
Uwierzcie, że trudno jest wybrać szkołę, tak naprawdę nic o niej nie wiedząc. Nie oszukujmy się - na Drzwiach Otwartych każda placówka prezentuje jedynie swoje zalety. Dopóki nie usiądzie się w ławce i nie pozna nauczycieli czy zasad panujących w danej szkole, nie pozna się jej na tyle dobrze, by być w stanie ją ocenić. Mój wybór okazał się bardzo trafny. Przede wszystkim, nie kierowałam się renomą, co było największym moim "zwycięstwem" - tak naprawdę renoma traci znaczenie, kiedy w szkole nie ma fajnej atmosfery i uczeń nie czuje się w niej dobrze. Za główne kryterium wyboru liceum stawiałam profil. Nie miałam zamiaru użerać się z rozszerzeniem z matmy czy z biologii, skoro nie lubię tych przedmiotów. Jedyna szkoła w Łodzi, która zaoferowała w pełni odpowiadający mi profil to XXIII Liceum Ogólnokształcące im. ks. prof. Józefa Tischnera - wybrałam klasę językową z włoskim i (w moim przypadku) geografią na poziomie rozszerzonym oraz rosyjskim i francuskim jako przedmioty uzupełniające. To, co mnie urzekło w tej szkole to cudowna, luźna i przyjazna atmosfera, czego bardzo brakowało mi w gimnazjum, kochana Pani Dyrektor, która jest cudowną kobietą i wie jak dotrzeć do młodzieży, nauczyciele, którzy, choć wymagający, tryskają poczuciem humoru i są niezwykle otwarci, a także liczne akcje, warsztaty i wolontariaty, w których szkoła bierze udział. Ksiądz Maksiu jeżdżący na motorze podczas szkolnego pikniku, moja wychowawczyni wymachująca szablą czy pan od informatyki, zagorzały miłośnik punk rocka to tylko niektóre "atrakcje" serwowane nam przez profesorów :) Nie mogę oczywiście zapomnieć o pani pedagog Zosi Warzyńskiej, która stała się moim przyjacielem, zawsze mogłam na nią liczyć i będę bardzo za nią tęsknić, bowiem od września nie będzie jej z nami. Jestem też wdzięczna kadrze szkoły za nieocenioną pomoc i wsparcie, jakie okazano mi podczas przygotowań do Mistrzostw Polski Mażoretek. Krótko mówiąc - szkoła nieciesząca się najlepszą opinią (i to niesłusznie), okazała się miejscem, do którego chcę wracać, w którym czeka na mnie pomoc i w którym czuję się doceniana.


 

 Mikuś... <3
To prawda, na Fotce w większości siedzą nienormalni ludzie. Ale czasem można trafić na perełkę, która okazuje się ciepłą, serdeczną osobą. A żeby ta osoba skradła serce, wystarczy tylko chwila :) Jest tym, kogo potrzebowałam najbardziej - wsparciem, pomocą, ucieczką od problemów, radością... Może i lubi mnie złościć, bo podobno złoszczę się w zabawny sposób, ale robi to tylko po to, bym się uśmiechnęła :) Co nie zmienia faktu, że gdyby nie On, nie byłabym w stanie w miarę spokojnie i bez popadania w depresję przejść ten trudny rok szkolny. Za to, co dla mnie robi, powinnam Go nosić na rękach, ale to nie ja jestem facetem w tym związku :) Oby dalej układało się tak, jak układało się do tej pory. Bo jest niemalże idealnie, nie chcę niczego zmieniać (no, może poza częstszymi spotkaniami, ale coś się wymyśli).


 
 Pedro's Cup
O tym wydarzeniu pisałam w poście "Wolontariat Pedro's Cup". Było to dla mnie niesamowite przeżycie i ciekawe doświadczenie. Spotkałam i poznałam swoich lekkoatletycznych idoli, podszkoliłam angielski i rosyjski, zawarłam nowe znajomości, mogłam po raz pierwszy na żywo podziwiać zmagania sportowców... Czego chcieć więcej? Jeżeli tylko w przyszłym roku będą potrzebni wolontariusze przy organizacji "Pedrosa" - zgłaszam się od razu, bez zastanowienia! :)


 
 Po raz pierwszy na meczu ukochanej Skry Bełchatów
Marzenie od najmłodszych lat w końcu się spełniło! Fakt, ta przyjemność kosztowała mnie 50 zł, na dodatek nie miałam towarzystwa, a przebywanie samej wśród 16-tysięcznego tłumu było dla mnie nieco traumatycznym przeżyciem, ale emocje towarzyszące temu wydarzeniu rekompensują wszystko! Co więcej, już za pierwszym razem udało mi się zrobić zdjęcie z moim największym idolem, Nicolasem Uriarte, którego znałam jeszcze za czasów, kiedy grał jako junior i na jego transfer do Skry Bełchatów czekałam z niecierpliwością przez kilka lat! Coś niesamowitego! <3


 
2 miesiące w Tomaszowie Mazowieckim
Przepiękne, urocze miasto, do którego z chęcią wrócę podczas wakacji. Choć codzienne dojazdy 60 km w jedną stronę do szkoły dawały ostro w kość, nie żałuję ani chwili tam spędzonej. Zakochałam się w spacerach po Tomaszowie, podczas których nie tylko mogłam podziwiać miasto i robić fajne zdjęcia, ale także miałam czas na rozmyślanie :) 


 
Mistrzostwa Polski Mażoretek
Jedno z największych wyzwań ostatnich miesięcy. O tym, jak toczy się moja przygoda z mażoretkami, pisałam w poście "Mażoretką być, czyli o trudnej drodze do sukcesu". Najważniejsze zawody, Mistrzostwa Polski w Kędzierzynie-Koźlu, okazały się ogromnym sukcesem, bowiem wróciłam z dwoma złotymi medalami i tytułami Mistrza Polski, co od wielu lat było moim marzeniem. A przede wszystkim, zyskałam cudownych przyjaciół jakimi są mażoretki Miraż z Wronek i Iskierki z Biezdrowa, Tu jak ulał pasuje przysłowie, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie... Zapewniły mi nocleg, wspierały, dopingowały, pocieszały, a w najbardziej kryzysowej sytuacji kiedy przez pewne nieporozumienie pozostałam SAMA w Kędzierzynie-Koźlu bez możliwości powrotu, zabrały mnie ze sobą i specjalnie nadrabiały kilometry, żeby odwieźć "sierotkę" na dworzec kolejowy w Poznaniu, bym stamtąd mogła bezpiecznie dotrzeć do domu. Miraż oraz Iskierki są mistrzyniami nie tylko pod względem sportowym, ale także uczuciowym, bowiem tak ciepłej atmosfery nie czułam w żadnym innym zespole. Mażoretki - są niesamowite, z każdą zdołałam wymienić chociaż słowo, z niecierpliwością czekały na mój występ, podczas którego skandowały i klaskały, bo przecież "byłam częścią ich zespołu" :) Stowarzyszenie Przyjaciół Mażoretek Miraż, którego członkami są rodzice - pomogli mi finansowo, "podzielili się" swoim fotografem, z niedowierzaniem słuchali historii mojej walki o nominację na mistrzostwa Polski, a także całego życia, które prywatnie dość przykro mnie doświadcza. Pani Trener Gabriela Kabacińska - wyszła z propozycją noclegu i także wspierała oraz dopingowała. Wspaniała trener, która, choć jest wymagająca, potrafi świetnie przygotować mażoretki do zawodów i dba o przyjaźń oraz ciepłą atmosferę wśród członków zespołu. Niech to skromne podziękowanie będzie dowodem mojej wdzięczności za nieocenioną pomoc, którą mi okazano. Bowiem przed przyjazdem do Kędzierzyna-Koźla byli to dla mnie zupełnie obcy ludzie. Podczas mistrzostw czułam się zaś częścią ich cudownej Mirażowo-Iskierkowej rodziny. Nie wiem jakich słów użyć, bo wyrazić to co czuję... Mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze nie raz i nie dwa oraz że będę miała okazję znów poczuć tę miłość wypływającą z Waszych kochanych serduszek! 


 
Koniec roku szkolnego
Średnia 4.5 (która na moją nieco ponad 60-procentową frekwencję, spowodowaną wizytami w szpitalu i nerwicą, jest naprawdę sukcesem), stypendium Dyrektora Szkoły, nagroda wychowawcy za "wzorowe zachowanie, bardzo dobre wyniki w nauce, wysoką kulturę osobistą i wybitne osiągnięcia w konkursach sportowo-artystycznych oraz reprezentowanie szkoły z Pocztem Sztandarowym", nagrody od nauczyciela geografii i pani Pedagog za sukcesy w konkursach geograficznych oraz zaangażowanie w promocję szkoły... Coś pięknego! Pierwszy raz czuję się naprawdę doceniona przez grono pedagogiczne. Nieskromnie przyznam, iż moja ciężka praca w końcu została zauważona i nagrodzona.

~*~

Podsumowanie roku szkolnego 2014/2015
  •  dostałam się do liceum na wymarzony profil - rozszerzenie: włoski, geografia, uzupełnienie: rosyjski, francuski
  • spotkałam miłość mojego życia, która wspiera mnie zawsze, bez względu na czas, miejsce i sytuację, 
  • wzięłam udział w wolontariacie "Pedro's Cup", gdzie poznałam pracę recepcjonistki hotelowej, pomagałam w organizacji zawodów, a przede wszystkim poznałam mnóstwo znanych sportowców i ciekawych ludzi, 
  • po raz pierwszy pojechałam na mecz mojego ukochanego klubu siatkarskiego, czyli Skry Bełchatów oraz udało mi się zrobić zdjęcie z największym idolem - Nicolasem Uriarte, 
  • zdobyłam cztery tytuły mistrzowskie (mistrzyni Polski i mistrzyni Polski środkowej), dzięki czemu spełniło się także jedno z największych marzeń, 
  • uzyskałam stypendium za wyniki w nauce i pomimo ponad 400 godzin nieobecności w szkole, udało mi się uzyskać wysoką średnią, 
  • poznałam wspaniałych ludzi, na których pomoc mogę liczyć i wspaniale spędza się z nimi czas, 
  • udowodniłam rodzinie i wszystkim niedowiarkom-hejterom, że Łódź mi niestraszna (dzięki przede wszystkim samodzielności).
~*~

Oczywiście, nie są to wszystkie wydarzenia oraz miłe wspomnienia z minionego roku szkolnego, ale pisanie tego posta zajęłoby mi co najmniej z tydzień, gdyby miała opisać wszystko :) Oj tak, to było szalone i pracowite 10 miesięcy! 

A jak Wy podsumowujecie swój rok szkolny? Co udało się Wam osiągnąć? Co sprawiło Wam największą radość?


PS. Mamy wakacje, więc możecie spodziewać się częstszych, ciekawych postów oraz zdjęć :) Wszelkie propozycje mile widziane.

6 komentarzy:

  1. bardziofajnie opisany cały ten rok o którym jest mowa. Widać ze jestes zadowolona z tego roku.

    zapraszam do mnie http://alwaysbecrazy02.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Hm, a czy Pedros Cup było w tym roku z Bydgoszczy? Zawsze jeździłam oglądać, ale tym razem się nie udało, a wcześniejsze edycje zawsze w Bydgoszczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym roku "Pedro's Cup" był w łódzkiej Atlas Arenie i podobno dwie kolejne edycje też będą gościć w Łodzi :)

      Usuń
  3. Świetnie opisałaś cały rok a oto w tym poście chodziło :)
    Naprawdę super :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawie spędziłaś ten na szczęście minionym już rok szkolny. Spotkałaś swoich idoli, zdobyłaś wysokie miejsca w konkursach, oraz miałaś wysoką średnią.Widać że jesteś bardzo zadowolona.Chciałabym osiągnąć tyle sukcesów co ty. Miłych wakacji :)

    Mój blog

    OdpowiedzUsuń

1. Dziękuję za komentarz! W ten sposób motywujesz mnie do dalszego blogowania, a każda motywacja jest na wagę złota!
2. Jeżeli zostawisz link do swojego bloga - możesz mieć pewność, że na niego zajrzę, a jeśli mi się podoba, to skomentuję.
3. Do reklamowania bloga stworzyłam specjalną zakładkę - "Spam".