sobota, 17 października 2015

Czy udaję Greka?

Absolutnie nie! Ale za to powróciłam do nauki przepięknego języka greckiego.

To był przypadek. Po prostu Spotify zaproponował mi jeden z utworów Nikosa Ganosa do przesłuchania. I posłuchałam. I wpadłam. Miłość do greckiego wzięła górę. I to do tego stopnia, że postanowiłam raz jeszcze dać mu szansę. Może nauczę się go tak, że będę w stanie skleić kilka zdań, a może poprzestanę na paru słowach. Nie wiem. Ale kocham i Grecję, i język grecki, i muszę napisać o tym post. 

Na wstępie zaznaczam, że nie będzie tu ciekawostek związanych z "helleniką" - zostawiam to na później. Dziś wyłącznie moje osobiste wypociny. 


Historia romansu z greką zaczyna się w listopadzie 2013 roku. Właśnie wtedy poznałam mojego kochanego Olega, który dziś jest najlepszym przyjacielem pod słońcem. Oleg, zakochany w Grecji, oczywiście, zna też i język. W stopniu podstawowym, ale jednak - w końcu, skoro jeździ tam raz na kilka miesięcy co kilka miesięcy (celowe powtórzenie!), coś musi umieć powiedzieć, logiczne. Wtedy jeszcze nie w głowie była mi nauka, ale zainteresowałam się, fakt. Może nawet i zaraziłam. Dobra, zaraziłam się. Nawet bardzo. 

Ale jak to? Grecki? Po co? Wystarczy angielski, prawda? Proszę państwa, zapamiętajcie raz na zawsze - Nastka jest specyficznym stworzonkiem i to, co nietypowe smakuje jej najbardziej. Podczas gdy inni fascynują się jakże powszechnym już angielskim lub romantycznym hiszpańskim (ich sprawa), ja postanowiłam... spróbować z tą greką. 

Nauka alfabetu, wbrew pozorom, nie była skomplikowana. Sporo liter znamy, nie zdając sobie sprawy z tego, że pochodzą one z alfabetu greckiego. Przykład? α, β, γ, δ to najpowszechniejsze oznaczenia kątów, λφ to długość i szerokość geograficzna, π chyba nie trzeba "przedstawiać"... W zapamiętaniu pozostałych pomogła mi nieco znajomość cyrylicy oraz wyobraźnia :D

Dobra, umiem alfabet (łał, ależ wyczyn). Co dalej? Zaopatrzyłam się w podręcznik wydawnictwa Pons, z którego mam też niderlandzki i byłam z niego naprawdę zadowolona. A że jeszcze jest dołączona płyta, to więcej do szczęścia nie potrzeba. Możemy zacząć poważną naukę!

Pierwsze wrażenia? Boże, jaki ten grecki jest piękny! Choć wiele słów nie przypomina absolutnie niczego, a język sam w sobie wydaje się nieco kosmiczny, uwierzcie, że niczego tak cudownego, tak magicznego, tak wspaniałego w swoim życiu nie widziałam i nie słyszałam (jeśli, oczywiście, o języki obce chodzi). Byłam z siebie dumna, kiedy potrafiłam napisać swoje imię czy powiedzieć tak podstawowe słowa jak "Καλημέρα" (dzień dobry) czy "Ευχαριστώ" (dziękuję). Jednak na drugiej "lekcji" poprzestałam. Dlaczego? Nadmiar obowiązków, to po pierwsze. Po drugie, przygotowania do mistrzostw Polski. Po trzecie, chyba trochę (wraz ze zdiagnozowaną nerwicą), a raczej trochę bardziej niż trochę straciłam zapał. 
I niestety, mój romans z językiem greckim dobiegł końca... Rozstaliśmy się w zgodzie... Jednak nie na zawsze...

Ostatnio przeczytałam książkę "Greckie wakacje" (może pokuszę się o recenzję?). Owa czytanka na nowo wzbudziła we mnie miłość do języka greckiego. Impulsem, który skłonił mnie do "powrotu", była właśnie wspomniana piosenka, zaproponowana przez Spotify. Nie wytrzymałam. Jednak co tu zrobić, kiedy podręcznik i stary zeszyt do greckiego są w domu (przypominam, mieszkam w bursie), a ja chcę zacząć już? I nagle doznałam olśnienia. Livemocha. 

Wcześniej Livemocha używałam do nauki ukraińskiego. I przyznam szczerze - nauczyłam się sporo. Pomyślałam więc sobie, że może i z greckim da radę? Założyłam nowe konto (na stare zapomniałam hasła) i niemalże od razu rozpoczęłam pierwszą lekcję - liczby od 1 do 10. W Livemocha fajne jest to, że podczas każdej lekcji rozwijamy wszystkie niezbędne umiejętności językowe: słuchanie, czytanie, mówienie i pisanie. Dwa ostatnie są sprawdzane przez native speakerów danego języka, co tylko poprawia efektywność naszej nauki - bo kto jak nie native speaker zrobi to lepiej? 

I wiecie co? Grecki nie przestał mi się podobać ani trochę, ba, chyba nawet jeszcze bardziej się w nim zakochałam. Co z tego wyjdzie - zobaczymy. 

Na zakończenie posta - Nikos Ganos, dzięki któremu mój romans z greką rozkwita na nowo :) Taki pop dla zwykłych zjadaczy chleba, ale brzmienie języka... Boziu, (nie zastrzelcie mnie za to, co napiszę) dostaję językowego orgazmu *_*


11 komentarzy:

  1. Nauka języka greckiego jest strasznie nietypowym zjawiskiem, a za razem bardzo ciekawym. Nie znam osoby, która uczy się tego języka. A sytuacja, która skłoniła cię do zagłębienia w ten język jest mega spontaniczna :)) pozdrawiam ciepło :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie :) Totalny spontan. Ale właśnie z takich spontanicznych sytuacji rodzą się najpiękniejsze rzeczy, nieprawdaż? :)
      Również pozdrawiam i dziękuję :*

      Usuń
  2. Nie słyszałam jeszcze, aby ktoś się uczył języka greckiego u nas w Polsce :D Miła odmiana :) Powodzenia życzę, mam nadzieję, że kiedyś uda Ci się go w pełni nauczyć :) A post bardzo fajny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to prawda, mało jest osób uczących się greckiego. Być może dlatego, że nie jest on popularny (dla Polaków wręcz egzotyczny), obcy alfabet odstrasza, a sam język wydaje się trudny. Jednak nie warto się zrażać :)
      Dziękuję i pozdrawiam :*

      Usuń
  3. gratuluję motywacji i jeszcze raz dziękuję za miły komentarz! powodzenia <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow ! Świetny blog i post ! :)) Obserwuje :)
    Zapraszam do mnie i zachęcam do obserwowania oraz komentowania :)
    Mój blog

    OdpowiedzUsuń
  5. Na pewno piękny język, ale na pierwszy rzut oka wydaje się trudny haha :) obserwuję :)

    http://chocolate-mind.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Grecki jest piękny i bardzo melodyczny, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, by się go uczyć ;) Marzył mi się francuski (też trochę oklepany) i norweski (wyprawa do Norwegii to jeden z celów do osiągnięcia), ale chyba póki co brak mi zapału i samozaparcia. Tym bardziej podziwiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to prawda - grecki ma przepiękną wyjątkową melodię. Zresztą, jest to jedyny "żyjący" język helleński, co tylko potwierdza jego wyjątkowość. Jednak nauka tak naprawdę pokazuje, jakże trudnym jest językiem. Mnóstwo niuansów fonetycznych, litery o podobnym brzmieniu, lecz innym zapisie, samo to, że słownictwo w większości nie przypomina absolutnie niczego :)

      Życzę Ci, by jednak pewnego pięknego dnia ten zapał przyszedł i pozostał przy Tobie na długo :)
      Norwegia jest cudowna - wierzę, że pomimo trudności, uda Ci się tam pojechać, bowiem jesteś silną osobą :)
      Pozdrawiam cieplutko :*

      Usuń
    2. Juz nie raz udowodniłam, że nie ma rzeczy niemożliwych. Wszystko jest kwestią organizacji ;) Albo finansów. Wiec do Norwegii pewnie kiedyś pojadę. I w sumie fajnie by było moc się tam dogadać ;)

      Usuń

1. Dziękuję za komentarz! W ten sposób motywujesz mnie do dalszego blogowania, a każda motywacja jest na wagę złota!
2. Jeżeli zostawisz link do swojego bloga - możesz mieć pewność, że na niego zajrzę, a jeśli mi się podoba, to skomentuję.
3. Do reklamowania bloga stworzyłam specjalną zakładkę - "Spam".