środa, 31 sierpnia 2016

Nowy rok szkolny, nowe plany

Wakacje dobiegają końca. Znów troszkę zaniedbałam bloga, przyznaję się bez bicia. Tym razem powodem były przygotowania do Mistrzostw Świata Mażoretek. Na szczęście, mam teraz (dosłownie) chwilę wytchnienia, by odpocząć przed Nowym rokiem szkolnym. I to celowo przez duże "N", bowiem od dwóch miesięcy mieszkam w rodzinnym Sieradzu i w związku z tym zmieniłam szkołę. Do zmian jestem jednak pozytywnie nastawiona :)

Chcę opowiedzieć Wam o moich planach na nadchodzący rok szkolny. Myślę, że napisanie tego posta pomoże mi zorganizować czas tak, by wszystkie punkty zrealizować. Uda się? Mam nadzieję :)



1. Nowa szkoła

Jak już wspomniałam wcześniej, w związku z przeprowadzką zmieniłam szkołę - dojazdy 70 km w jedną stronę odbiłyby się na moim zdrowiu, dlatego stwierdziłam, że lepiej będzie po prostu się przenieść do liceum na miejscu, choć wiele osób mówiło mi, że takie posunięcie w klasie maturalnej jest głupotą. Czy mają rację, czy też nie, okaże się za jakiś czas. Na szczęście wybrałam szkołę, w której mogę kontynuować dotychczasowy program, będę miała te same przedmioty rozszerzone, a "podróż" do niej wymaga ode mnie jedynie przejścia przez ulicę :) Oznacza to też więcej czasu dla siebie, a tego niewątpliwie brakowało mi podczas pobytu w Łodzi. 

2. Matura!

Już w drugiej klasie liceum odnosiłam wrażenie, że jest to najchętniej używane przez nauczycieli słowo, bowiem słyszałam je 748795 razy w ciągu dnia. Czy obawiam się matury? I tak, i nie. Matura to taki trochę łut szczęścia, bowiem można być świetnie przygotowanym, a trafić na to, z czego jesteśmy słabsi bądź pamiętamy gorzej i na odwrót. Żaden egzamin nie jest w stanie sprawdzić tego, co tak naprawdę potrafimy, a wymagany materiał w 80% wylatuje z naszej głowy w przeciągu kilku lat, a nawet miesięcy. Z drugiej jednak strony, matura otwiera drzwi na wymarzone studia (oczywiście, jeżeli się takowe ma, bo są i tacy, którzy wcale o studiach nie marzą) i bez w miarę przyzwoitego wyniku można tylko liczyć na załapanie się rzutem na taśmę. Mimo wszystko, chcę chociażby dla własnej satysfakcji zdać ją jak najlepiej :) Na chwilę obecną pewniakami (oprócz podstaw) na mojej maturze są geografia i język rosyjski

3. Prawo jazdy

Ze względu na liczne wyjazdy i mistrzostwa, musiałam przerwać kurs, jednak teraz postanowiłam go wznowić. Przyznam szczerze, że boję się jazdy za kierownicą i wątpię, bym w najbliższych latach zamieniła ukochany pociąg na samochód, ale z pewnością prawko przyda się w przyszłości :)

4. Litewski

W wakacje ostro wzięłam się za naukę tego języka i planuję ją kontynuować po to, by za kilka miesięcy być w stanie móc komunikować się przynajmniej za pomocą prostych zdań. Coraz więcej rozumiem, słucham dużo muzyki i czuję, że jestem na dobrej drodze :)


5. Karate

Tak, tak! Powoli kończę swoją karierę mażoretkową. Nie jestem jednak w stanie żyć bez jakiegokolwiek ruchu, a zawsze chciałam spróbować sztuk walki. Wmawiano mi, że jestem za szczupła, za słaba, za delitkana, mam marną kondycję... Bzdury! Wpadłam na pomysł, by wraz z moim 10-letnim bratem zacząć trenować karate. Z tym, że Kuba planuje "medalowe żniwo", a ja chcę robić to z zainteresowania i pasji. Zobaczymy, co z tego wyjdzie :)

6. Zespół?

Mimo stopniowego kończenia kariery mażoretkowej, nie chcę całkowicie kończyć z tym sportem i planuję... założenie zespołu. Czuję coraz większą chęć dzielenia się doświadczeniem z innymi. Oczywiście, są to tylko plany i wiem, że prowadzenie zespołu to nie chwilowy kaprys ani zabawa, ale nie ukrywam, że chciałabym otworzyć nowy rozdział w swojej przygodzie z mażoretkami.

~*~

Pełna sił i zmotywowana zaczynam nowy rok szkolny (oraz leczę kontuzję stawu skokowego). Będę robić wszystko, by powyższe punkty zrealizować i na początku czerwca pochwalę się Wam tym, co udało się osiągnąć. Wam również życzę dużo siły, cierpliwości i motywacji na rok szkolny 2016/2017, a także realizacji postawionych sobie celów. Będzie dobrze <3 

A na zakończenie, łapcie ode mnie brzmiącą latem i wakacjami nutkę - prosto z Litwy!



12 komentarzy:

  1. przeprowadzka 70 km to faktycznie bez sensu dojeżdżać. czy ja wiem czy głupota? niekoniecznie. To ma byc dla Ciebie wygodne, a w 2 miesiące już rozpracujesz nauczycieli co gdzie musisz umieć, jak pracować i na pewno nowi znajomi Ci w tym pomogą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie o tę wygodę chodziło :) Poza tym, nawet jeśli w nowej szkole nie będzie tak, jak bym tego oczekiwała, wytrzymam do końca kwietnia :D Na maturze zdaję języki, z którymi nie mam problemu, reszta przedmiotów też jest okej, więc w tej kwestii jestem spokojna :)
      Buziaki :*

      Usuń
  2. Ja też marzę, by zrobić prawko, ale niestety zdaniem rodziców się nie nadaję. Ja też nie widzę się w roli kierowcy, w szczególności nocą, kiedy światła aut jadących z nad przeciwka oślepiają.
    Mój blog
    Kanał na YT

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie mówią to samo, poza tym nie lubię samochodów - wolę pociągi. Ale z drugiej strony za rok czy dwa może mi się zmienić, to przynajmniej będę mieć spokój :D
      Buziaki :*

      Usuń
  3. Miło, że piszesz o swoich refleksjach. Pozdrawiam i powiedzenia :)
    https://gloryhaul.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Faktycznie 70 km w jedną stronę to za dużo by tak dojeżdżać codziennie. Myślę, że zmiana szkoły to dobry pomysł. Zawsze będziesz mogła poświęcić ten czas na naukę, a nie męczące dojazdy. Trzymam kciuki, aby ten rok szkolny był dla Ciebie udany.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc nie zamierzam poświęcać tego czasu na naukę, bo bardzo dużo zapamiętuję z lekcji i wolę wolny czas spędzać na czymś ciekawszym niż zakuwanie :) Bo jeśli nie zrozumiem czegoś na lekcji, to tym bardziej nie zrozumiem tego ucząc się sama. A że na maturze będę zaliczać języki, to jedyne czego potrzebuję to zwyczajnie praktyka :)
      Buziaki :*

      Usuń
  5. Powodzenia w nowej szkole, nauce litewskiego i karate :D Supeeer postt <3
    blogerkaphoto.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Przede mną również maturka.. i rzeczywiście. Będąc w drugiej klasie słyszałam je tyle razy, że ciężko zliczyc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uważam, że to bzdura i nieudana próba motywacji nas, bo jakby nie patrzeć, to nie my jesteśmy obwiniani za wyniki, a nauczyciele i w sytuacji gdy cała klasa zawali, nikt nie powie, że klasa była leniwa, tylko, że to wina nauczyciela, który nie przygotował odpowiednio do matury :)

      Usuń

1. Dziękuję za komentarz! W ten sposób motywujesz mnie do dalszego blogowania, a każda motywacja jest na wagę złota!
2. Jeżeli zostawisz link do swojego bloga - możesz mieć pewność, że na niego zajrzę, a jeśli mi się podoba, to skomentuję.
3. Do reklamowania bloga stworzyłam specjalną zakładkę - "Spam".