wtorek, 13 grudnia 2016

Jonava

Odnalazłam klucz do prawdziwego szczęścia. 

W codziennym pośpiechu i stresie idzie się pogubić. Nie zauważasz, kiedy po pewnym czasie zaczynasz robić wszystko z automatu. Budzisz się, wstajesz, jesz śniadanie, idziesz do szkoły, wracasz ze szkoły, jesz obiad, oglądasz coś na YouTube, jesz kolację, idziesz spać. Czasem zdarzy się gdzieś wyjść, czasem ktoś cię odwiedzi, czasem gdzieś pojedziesz... 

I nagle przychodzi dzień, kiedy coś w Twoim życiu się zmienia. Na chwilkę. Jesteś z dala od codzienności. Jesteś z dala od problemów. Jesteś z dala od stresu. Jesteś z dala od rutyny. I nie wierzysz, że to się dzieje naprawdę. Oto znajdujesz się w miejscu, które wcześniej mogłeś tylko sobie wyobrazić. Miejscu, gdzie możesz w 100% być sobą. Miejscu, które pozwala ci odpocząć. Twój mały, prywatny raj. Aż nie chce się stamtąd wracać!

Nie muszę chyba Wam mówić, że darzę Litwę miłością bezgraniczną. Dlatego, gdy tylko pojawiła się okazja kupienia biletów za 40 zł w dwie strony (!), nie mogłam nie skorzystać :) Tym oto sposobem 1 grudnia o godz. 6 znalazłam się w pociągu relacji Sieradz-Warszawa Centralna, by później o godz. 9:20 przesiąść się do autobusu Lux Express Warszawa-Wilno. 


Naprawdę jeszcze dziś będę na Litwie? Naprawdę?


Nie mogłam w to uwierzyć. Przemierzałam kolejne kilometry, odległość do domu powiększała się z każdą sekundą, a ja uśmiechałam się na myśl, że jeszcze chwila i znów "postawię stopę" na litewskiej ziemi. 

Litwa przywitała mnie niską temperaturą, metrową warstwą śniegu i chłodnym wiatrem. Krótko mówiąc - prawdziwa zima, która nie wiem, kiedy zawitała ostatni raz do Polski na dłużej niż kilka dni. Przemierzałam ulice owinięta szalikiem tak, że widać mi było tylko oczy. To nic. Radość z tego, że znów mogłam znaleźć się w ukochanym kraju rozgrzewała mnie od środka. Oto właśnie powróciłam do mojego maleńkiego świata z marzeń. Witaj, kochana Litwo, miło znów Cię widzieć! Tęskniłaś? Bo ja bardzo. Ale spokojnie, znów jesteśmy razem. I nic tego nie zmieni. 

Pierwszego ranka na Litwie po przebudzeniu się wciąż nie mogłam uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę. Spojrzałam przez okno - na zewnątrz jeszcze było ciemno, samochody przykrywała śnieżna pierzynka, każdy powoli zmierzał w swoim kierunku, w pobliżu rozbrzmiewały dzwony kościoła. To był sen. Tak bardzo realny, taki zwyczajny. Sen. 

Prawie całe popołudnie przesiedziałam na parapecie, obserwując życie mieszkańców Jonavy. Nie różniło się niczym od mojego życia, a jednak wydawało się bardziej interesujące. Tu jakiś staruszek odgarniał śnieg z samochodu. Tu jakieś dzieci lepiły bałwana z tatą. Tu babcie gnały do kościoła, byle zająć miejsce siedzące. Do okna na chwilę podleciał gołąb. Na chwilę, bo odstraszył go kot. Niby nic. A jednak czułam błogą wolność. Czułam się po prostu szczęśliwa. Problemy codzienności odepchnęłam gdzieś na bok. Moje myśli wypełniała błoga pustka. 

Przywykłam do tego, że ludzie wokół mnie rozmawiali wyłącznie po litewsku. Przywykłam do litewskiej telewizji, a niektóre reklamy znałam już na pamięć. Dziwne uczucie rozumieć w obcym języku, ale nie być w stanie odpowiedzieć :) Przywykłam do tutejszych sklepów i cen, przywykłam do nazw ulic, do tablic rejestracyjnych samochodów. Przywykłam do smaku tutejszego jedzenia (cepeliny!). Przywykłam do nazw produktów w supermarketach. Przywykłam do tego, że w nocy temperatura sięga nawet -10 stopni. Przywykłam do tego, że dni są tutaj krótsze niż w Polsce (dopiero po 8:30 się przejaśniało!). Ale to była zupełnie inna rutyna niż ta, z którą zmagam się na co dzień. Rutyna, która nie napawała mnie smutkiem, a nieopisanym szczęściem. Czułam się tak, jakbym tam mieszkała. Jakbym była częścią tamtejszej rzeczywistości. Zapomniałam o tym, skąd jestem. Zapomniałam o tym, że przecież będę musiała wrócić. Zapomniałam o tym, że mam jeszcze maturę i prawo jazdy do zdania. I wiecie co? Ja tego bardzo, ale to bardzo potrzebowałam. Przed wyjazdem miewałam wyjątkowo depresyjne nastroje. Ale one odfrunęły gdzieś z zimowym północnym wiatrem. 

Jak wyglądała litewska rutyna? Na śniadanie ukochany jogurt Vilkyškių z suszoną żurawiną. W tle kanał TV3 i reklamy supermarketu Maxima. Przed południem parapet i obserwowanie ludzi. Na obiad cepeliny. Później spacer po okolicy. Jakiś film. Trochę nauki litewskiego. Na kolację sałatka krabowa - najlepsza na świecie! Później znów film. I tak mijał dzień za dniem. Błogo. Beztrosko. Co z tego, że nie było to nic "wow", nic wyjątkowego, nic specjalnego. Dla mnie samej ta rutyna była wyjątkowa. I właśnie dlatego jeszcze bardziej zapragnęłam pozostać tu tak długo, jak tylko to było możliwe...

Kawałeczek litewskiej rutyny zabrałam nawet ze sobą do Polski. Nie macie pojęcia jak cudownie było jeść te drobiazgi, zamykać oczy i znów czuć się tak, jak na Litwie :) 

Jonava jest przeuroczym miasteczkiem. Z jednej strony widać, że to Litwa, bo nie brakuje śladów z czasów ZSRR :) Z drugiej, sporo tu nowoczesnych budynków, jest czysto, zadbanie. I w każdym kącie można znaleźć ludzi. Co się dziwić, skoro gęstość zaludnienia wynosi tutaj ponad 2100 osób na km2? Nie przeszkadzało mi to jednak. Życie tutaj toczyło się jakoś tak... inaczej. Nie widziałam pośpiechu - chyba, że przy przystanku, z którego odjeżdżały autobusy do pobliskiego Kowna, bo wielu mieszkańców Jonavy musi dojeżdżać tam do pracy. Pomimo zimna, ludzie wyszli z domów i zebrali się na niewielkim placyku, by świętować pierwszy dzień zimy. Koncerty, tańce, fajerwerki. Niczym jedna wielka rodzina. 

Na Litwie miasta rywalizują między sobą, które z nich ma najpiękniejszą choinkę. Ta z Jonavy jest połączeniem kreatywności, nowoczesności i tradycji. Wykonana z... płyt CD! Zobaczcie:




I tak naprawdę świąteczny nastrój dało się zauważyć wszędzie. W telewizji, w supermarketach, w sklepach, na ulicach. Wyglądało to jednak zupełnie inaczej niż w Polsce. Nie wiem dlaczego, ale Litwa kojarzy mi się z... ludowością? (jak to określić?). Niewielkie państewko, ludzi też garstka, w porównaniu z innymi krajami Europy, a jednak wszyscy potrafili się w pewien sposób zjednoczyć, by przeżywać kolejne święta Bożego Narodzenia. A dowodem tego są choinki we wszystkich miastach Litwy. Na pozór różne, lecz mają wspólny mianownik. I tym mianownikiem jest właśnie jednoczenie się ludzi. Widziałam to w Jonavie na własne oczy. Coś pięknego. 

Przez Jonavę przepływa Neris - ta sama rzeka, która dzieli Wilno na dwie części. Zimowy krajobraz w jej pobliżu dosłownie zapiera dech w piersiach. Gdyby ktoś poprosił mnie o to, by namalować wolność, pewnie byłby to właśnie widok z zdjęcia obok, który wyjątkowo silnie utkwił mi w pamięci... Zawsze robię zdjęcia na mostach, zauważyliście? :) Mam takie z Pragi, mam takie z Moskwy, teraz też i z Jonavy...

W poniedziałek 5 grudnia, siedząc w autobusie, kiedy jeszcze na zewnątrz było ciemno, ponownie nie mogłam uwierzyć. Ale tym razem w to, że mój sen dobiega końca. 

Że niby jeszcze dziś będę w domu? W Sieradzu? Niemożliwe.

A jednak. Wracając do domu miałam łzy w oczach. Ale też obiecałam sama sobie, że jeszcze tu powrócę. Powrócę po to, by znów odnaleźć swoje prawdziwe szczęście...

Nie wiem, co przyniesie mi przyszłość. Boję się o maturę z matematyki. Studia w Wilnie wymagają pieniędzy, których niestety nie mam. Przechodzę kryzys, bo nie wiem, co robić ze swoim życiem. Jednak podróż do Jonavy uświadomiła mnie, że nie powinnam się poddawać. W końcu już tyle w swoim życiu osiągnęłam. Wystarczy chcieć i walczyć. Nic nie przeszkodzi mi w drodze do marzeń, jeśli tylko będę na to pracować. One się spełnią. Prędzej czy później, ale się spełnią. Przecież byłam w Moskwie. Zostałam mistrzem Polski. Pojechałam na mistrzostwa świata. Dlaczego? Bo się nie poddawałam. Miewałam kryzysy, jak każdy. Zastanawiałam się nad tym, czy te marzenia mają w ogóle szanse na spełnienie się. Wiele osób dookoła mnie twierdziło, że powinnam być realistką. Nie słuchałam ich.

Po powrocie z Jonavy mam wielką motywację. Jestem naładowana pozytywną energią. Każda podróż daje mi coś innego, jednak ta prawdopodobnie dała mi najwięcej. Nie tylko wspomnień, ale przede wszystkim... spokoju. Na ile mi tego spokoju wystarczy? Nie wiem. Ale przecież zawsze mogę tam wrócić, czyż nie? :)

18 komentarzy:

  1. Nikt nigdy nie powinien się poddawać. To właśnie marzenia i plany, dają nam "kopa" do dalszego działania. Nie należy z nich rezygnować, choćby z perspektywy innych były czystym szaleństwem. To nasze marzenia. Jeśli będziemy wierzyć w ich spełnienie oraz pomagać losowi do nich doprowadzić - wszystko się uda.
    Trzymam kciuki za Twoją maturę :)
    Rzeczywiście piękne miasteczko, jogurt wygląda na przepyszny - plus żurawina. Pycha!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak - zgadzam się z Tobą! Właśnie dzięki mojej silnej wierze największe marzenia spełniły się nawet szybciej niż tego oczekiwałam :) A to daje energię i motywację, by zrobić jeszcze więcej :)
      Za kciuki nie dziękuję - co by nie zapeszyć :D
      A jogurt jest pycha - niestety, u nas w Polsce nie mogę takiego samego znaleźć :( Ma przeurocze opakowanie!
      Buziaki :*

      Usuń
  2. Wow, zazdroszczę Ci tego ,że możesz w każdej chwili wyjechać. Ja mam czas jedynie w wakacje. Ja za Litwą nie przepadam tak samo jak za jej sąsiadami. Fajnie ,że odczuwasz ,,więź" z tym państwem. Jedynie co różni Polskę od Litwy to to ,ze u nas nie ma czegoś takiego jak ,,ludowość" Pozdrawiam :) wpis ciekawy, inny niż tysiąc blogów o modzie czy urodzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest do końca tak, że mogę wyjechać w każdej chwili - po pierwsze: pieniądze, po drugie: jestem w klasie maturalnej :D Ale, że organizacyjnie radzę sobie całkiem nieźle, udaje mi się jakoś wszystko pogodzić :)
      Pozdrawiam :*

      Usuń
  3. Zazdroszczę ci . Pięknie tam jest :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się! <3 Chociaż dla mnie cała Litwa jest śliczna :)
      Pozdrawiam :*

      Usuń
  4. Ale swietnie! Ja na Litwie jeszcze nie byłam!!! :) No właśnie , nie poddać się - to podstawa! Jeśli będziesz dążyła do wyznaczonego sobie celu, mając przy tym ogromna nadzieje i wiarę...Uda się! Ja chciałabym za graniaca, ale nie wiem gdzie. :P tez boje sie matury z matmy hahaha Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też kiedyś marzyłam, by pojechać za granicę - a tu bum, w tym roku byłam za granicą 7 razy :D I to głównie dzięki mojej wielkiej wierze w spełnianie marzeń :) Nie poddawaj się, tylko brnij do przodu, a i Twoje marzenia się spełnią :)
      Buziaki :*

      Usuń
  5. nie tak dawno też wybraliśmy się na Litwę, tylko do Wilna. Bilety w obie strony poniżej stówki, a wycieczka super. Po powrocie też byliśmy pełni energii:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wilno! <3 Ukochane przeze mnie miasto! Mam plany tam studiować - droga ciężka, ale może się uda :) Bilety są naprawdę tanie, a sama Litwa popularnym kierunkiem nie jest, dlatego cieszę się kiedy słyszę/czytam, że ktoś jednak odwiedził ten przepiękny kraj :)
      Pozdrawiam :*

      Usuń
  6. nigdy nie byłam na Litwie i chętnie bym zobaczyła, jakie tam jest życie ;) www.aleksandraciszewska.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życie na Litwie nie różni się zbytnio od życia w Polsce :) Ale jednak mentalność ludzi, jak i zwyczaje są zupełnie inne. I wbrew pozorom, temu krajowi bliżej do zachodu niż do wschodu :) Jak tylko będziesz miała okazję - koniecznie tam pojedź :)
      Pozdrawiam :*

      Usuń
  7. Nawet nie wiesz jak ci zazdroszczę :)
    Cudowny blog tak tzrymaj :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma czego zazdrościć, po prostu stawiaj sobie cele i działaj! :)
      Buziaki :*

      Usuń
  8. Nawet nie wiesz jak bardzo Ci zazdroszczę tej wycieczki! Niestety nie mogę sobie pozwolić póki co na podróżowanie :( ale jak wyjdę na prostą to chętnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z pozoru też nie mogę, bo klasa maturalna, ale... marzenia i odpoczynek też są ważne :)
      Buziaki :*

      Usuń
  9. Nawet nie wiesz jak to się cudownie czyta, piszesz to z taką pasją :) Chciałabym żebyś mogła być tam zawsze gdy sobie tylko zamarzysz :) Po raz kolejny zmotywowałaś mnie do wizyty na Litwie :) Pozdrawiam serdecznie kochana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie! :* Cieszę się, że cię zmotywowałam i czekam na wieści! :)
      Buziaczki :*

      Usuń

1. Dziękuję za komentarz! W ten sposób motywujesz mnie do dalszego blogowania, a każda motywacja jest na wagę złota!
2. Jeżeli zostawisz link do swojego bloga - możesz mieć pewność, że na niego zajrzę, a jeśli mi się podoba, to skomentuję.
3. Do reklamowania bloga stworzyłam specjalną zakładkę - "Spam".